CannapopolisKontakt
Przejdź do historii

Historia Cannapopolis

Od zatrzymania przez policję do Cannapopolis: moja droga jako producenta CBD

Kiedy patrzę na olejek, który dziś produkuję, przypominam sobie, jak długo szukałem sposobu, żeby w ogóle dojść do tego miejsca. Praca na polu, pożyczki, podróże, straty i ludzie, którzy wciąż we mnie wierzyli. To wszystko jest częścią Cannapopolis. Chcę opowiedzieć, co kryje się za gotowym produktem i dlaczego tak wiele dla mnie znaczy.

Yordan Milenov wśród roślin konopi
Yordan MilenovZdjęcie z archiwum prywatnego
W tej historii

„Ile masz tego olejku?”

Do dziś pamiętam to pytanie. Zadał mi je weterynarz w Płowdiwie, kiedy odwiedziłem go po raz drugi. Podczas pierwszego spotkania opowiedziałem mu, przez co przeszedłem, i zostawiłem trochę swojego olejku CBD wraz z całą dokumentacją.

To był jeden z najpiękniejszych momentów w historii Cannapopolis. Po latach pracy, pożyczek i prób, które kończyły się stratami, wreszcie zobaczyłem szansę, żeby ruszyć dalej.

Wcześniej zdarzało mi się nie mieć pieniędzy na rachunki. Miałem zbiory, których przez lata nie potrafiłem sprzedać. Zostałem ojcem akurat wtedy, gdy finansowo było najgorzej. I zatrzymała mnie policja. Dwa razy.

Żeby wyjaśnić, dlaczego tamto pytanie tak wiele dla mnie znaczyło, muszę wrócić do początku.

2020: błąd, od którego wszystko się zaczęło

Na początku 2020 roku policja zatrzymała mnie za uprawę marihuany. Robiłem to nielegalnie. To był mój błąd i ponosiłem za niego odpowiedzialność.

Mówię o tym otwarcie, bo właśnie tu zaczyna się prawdziwa historia Cannapopolis.

Podczas przesłuchań po raz pierwszy usłyszałem, że również w Bułgarii można legalnie uprawiać konopie o niskiej zawartości THC. Tak, dobrze czytasz. To sami policjanci uświadomili mi, że mogę wykorzystać swoje umiejętności w dobrym celu i zgodnie z prawem. Wcześniej nawet nie przyszło mi to do głowy. Pamiętam, jak bardzo mnie to zaskoczyło.

Byłem zagubiony. Wpakowałem się w poważne kłopoty, a najlepiej znałem się na uprawie tej rośliny. Zacząłem się zastanawiać, jak inaczej wykorzystać to, czego się nauczyłem. Chciałem naprawić swoją sytuację i stworzyć coś, z czego mógłbym być dumny. Chciałem, żeby moje umiejętności przydały się innym. Po prostu zależało mi na tym, żeby to, co robię, miało sens.

Zacząłem czytać, pytać i szukać ludzi, którzy wyjaśnią mi zasady. Nigdy nie zapomnę, jak zadzwoniłem do bułgarskiego ministerstwa rolnictwa, żeby ktoś opowiedział mi krok po kroku o całej procedurze. Coraz bardziej interesowały mnie konopie i kannabidiol, znany jako CBD. Z szukania wyjścia powoli wyłonił się konkretny plan: dowiedzieć się, jakie pozwolenia są potrzebne do uprawy i jak można na tej podstawie zbudować firmę.

Uzyskanie pozwolenia okazało się kolejną przeszkodą. Rodzina i bliscy zawsze wspierali mnie bezwarunkowo. Wtedy ojciec pomógł mi też w bardzo konkretnej sprawie. Był niekarany i zgodził się pomóc przy ubieganiu się o pozwolenie.

Kiedy pozwolenie zostało wydane, zabrałem się do pracy.

Archiwalny dokument pozwolenia na uprawęLiść konopi w dłoni Yordana
Pamiątki z początków: pozwolenie na uprawę i liść z moich roślin.

Ludzie, którzy przy mnie zostali

Kiedy opowiadam o Cannapopolis, zawsze wspominam rodzinę. Ich wsparcie jest ogromną częścią tej historii i chcę wyjaśnić, co naprawdę oznaczało.

Bliscy dodawali mi odwagi, żebym spróbował poukładać swoje życie. Żona była przy mnie przez cały ten czas. Rodzice wierzyli, że mogę stworzyć coś sensownego własną pracą, nawet kiedy nie miałem jeszcze żadnych efektów do pokazania.

Uprawiałem konopie o niskiej zawartości THC, poniżej 0,2%. To ja prowadziłem prace na polu. Kiedy potrzebowałem pomocy, zatrudniałem ludzi i razem dbaliśmy o rośliny. Ale odpowiedzialność za zbiory i podejmowane decyzje spoczywała na mnie.

Wtedy wierzyłem, że jeśli uzyskam dobre zbiory, znajdę też na nie kupca. Potrzebowałem trzech bardzo trudnych lat, żeby zrozumieć, jak wiele w tym myśleniu pomijałem. Jedno mogę powiedzieć: to droga, którą trzeba przejść.

Młoda roślina konopiZbliżenie kwiatostanu konopi
Od młodej rośliny do kwiatostanu. Zdjęcia z archiwum.

Miałem zbiory. Nie miałem kupców. Przez lata.

Pierwszy rok minął na szukaniu informacji i przygotowaniach: zdobywaniu pozwolenia, szukaniu ziemi i pieniędzy. Potem uprawiałem przez dwa kolejne lata. Nie znalazłem kupców ani na pierwsze, ani na drugie zbiory. W następnym roku nie prowadziłem uprawy, ale nadal szukałem wyjścia. Wciąż wracało to samo pytanie: co zrobić z tym, co wyprodukowałem, i dlaczego tak trudno to przewieźć, przetworzyć i sprzedać?

Włożyłem w to wszystkie swoje pieniądze. Pożyczałem od ludzi, którzy mnie znali i mi ufali. Miałem tony suchego surowca roślinnego i ogrom pracy za sobą. Nie potrafiłem jednak sprzedać zbiorów i odzyskać tego, co zainwestowałem. Tak minęły lata od 2020 do 2023: na przygotowaniach, uprawie i szukaniu wyjścia.

Taki biznes wymagał znacznie więcej niż umiejętności pracy na polu. Musiałem poznać wymagania dotyczące transportu, przetwarzania i dokumentacji, znaleźć odpowiednich partnerów i dotrzeć do klientów. Każdy kolejny krok wymagał czasu i, co było trudniejsze, następnych pieniędzy.

Rzędy konopi na poluPraca na polu, zdjęcie archiwalne
Za zbiorami stała codzienna praca. Zdjęcia z pola.

Po drodze trafiałem też na ludzi, którzy obiecywali pomoc, a ostatecznie mnie zwodzili albo oszukiwali.

Musiałem podjąć dodatkową pracę, żeby płacić rachunki i utrzymać rodzinę. Oczywiście nadal szukałem rozwiązania dla zbiorów i dla całego przedsięwzięcia, w które włożyłem już tak wiele. Tak wiele, że rezygnacja po prostu nie wchodziła w grę.

W jednym z najtrudniejszych momentów urodziła się moja córka.

Zostanie ojcem to ogromna radość. U nas towarzyszył jej też wielki niepokój. Nie mieliśmy pieniędzy właśnie wtedy, gdy najbardziej ich potrzebowaliśmy. To wszystko obciążało już całą moją rodzinę. Każdego dnia zdawałem sobie z tego sprawę.

Żona nadal mnie wspierała. Ja nadal szukałem wyjścia. I dziś, kiedy o tym opowiadam, chcę pamiętać, jak wiele przeszli także ludzie, którzy byli przy mnie.

Przez te lata nie przestawałem się uczyć. Ukończyłem szkolenia w Learn Sativa, ośrodku na Florydzie zajmującym się edukacją w dziedzinie konopi, i szukałem sposobów, żeby wykorzystać tę wiedzę w praktyce. Poświęcasz czas i pieniądze, próbujesz, popełniasz błędy i stopniowo odkrywasz, ile jeszcze musisz się nauczyć.

Certyfikat ukończenia szkolenia z uprawy w Learn SativaCertyfikat ukończenia szkolenia z zarządzania w Learn Sativa
Moje certyfikaty ze szkoleń Learn Sativa. Potwierdzają ukończenie szkoleń branżowych, nie studiów wyższych.

Kolejna strata w drodze do olejku

Z czasem doszedłem do wniosku, że muszę znaleźć sposób na przetworzenie swoich zbiorów w olejek. W tym widziałem szansę na stworzenie gotowego produktu, za którym mógłbym stanąć, i rozpoczęcie sprzedaży.

Żeby przetworzyć swoje zbiory w olejek CBD, musiałem znaleźć partnera poza Bułgarią. Zacząłem sprawdzać możliwości w sąsiednich krajach.

Najpierw spróbowałem w Rumunii. Wtedy zatrzymano mnie ponownie, bo podejrzewano, że przewożę marihuanę. Zatrzymano również samochód dostawczy i znajdujące się w nim zbiory.

Po zbadaniu ładunku mnie zwolniono. Niestety wróciłem bez samochodu i bez zbiorów. Pozostały zabezpieczone jako dowody w sprawie.

Trudno mi opisać, co wtedy czułem. Szukałem sposobu, żeby zrobić kolejny krok, a znów wracałem do domu z ogromną stratą. Wszystko to po latach wysiłku i problemów finansowych.

Rodzice zaczynali się już zastanawiać, czy nie zwariowałem, skoro wciąż upieram się przy tym pomyśle. Dziś potrafię powiedzieć to z uśmiechem, ale rozumiem ich obawy. Z zewnątrz pewnie trudno było dostrzec, dokąd to wszystko prowadzi.

Czasem nawet mnie przypominało to hazard: pożyczasz pieniądze, inwestujesz z nadzieją, że tym razem się uda, i tracisz. Potem znowu. I znowu.

Wiedziałem, jak poważna jest sytuacja, ale jakoś nie dopuszczałem do siebie myśli, żeby się poddać. Dlatego mimo wszystko dalej szukałem firmy, która mogłaby przetworzyć moje zbiory.

Widok pola konopi
Kolejne wspomnienie z pola. Zdjęcie z archiwum.

Grecja: ostatnia próba, na którą było mnie stać

Znalazłem w Grecji firmę, która zajmowała się właśnie taką ekstrakcją.

To była ostatnia szansa, na jaką mogłem sobie pozwolić. Nie miałem pieniędzy na kolejną próbę. Znów musiałem poprosić przyjaciela o pożyczkę. Znów ktoś musiał mi zaufać, mimo wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej.

Zdecydował się pomóc.

Przygotowałem partię około stu kilogramów suchego surowca roślinnego i ruszyłem do Grecji. Tym razem bez problemu przekroczyłem granicę i dotarłem do firmy. Przyjęli surowiec do przetworzenia.

Pamiętam, jak zdziwiło mnie to, że wszystko przebiegło tak zwyczajnie. Po tylu przeszkodach wreszcie trafiłem do ludzi, którzy mogli zrobić dokładnie to, czego potrzebowałem. Wtedy, chyba pierwszy raz w życiu, bałem się cieszyć.

Kiedy po tych wszystkich latach miałem już wyekstrahowany olej, byłem naprawdę szczęśliwy. Wreszcie widziałem efekt kolejnego wielkiego kroku. Kwiatostany konopi, o które dbałem, zostały przetworzone. Miałem bogaty w kannabidiol olej, w który bardzo wierzyłem.

Olej uzyskany w procesie ekstrakcji konopi
Olej, do którego prowadziły lata pracy.

Oczywiście czekało mnie jeszcze mnóstwo pracy: dokumenty, przygotowanie produktu do sprzedaży, kolejne wydatki. Nadal musiałem znaleźć klientów. Ale tym razem przynajmniej miałem z czym do nich pójść.

„Ile masz tego olejku?”

Szukając klientów, poznałem człowieka, który poradził mi, żebym odwiedził kliniki weterynaryjne i porozmawiał z pracującymi tam lekarzami.

Posłuchałem go. Poszedłem do dużej kliniki weterynaryjnej w moim mieście, Płowdiwie. Opowiedziałem jednemu z lekarzy, jak zaczynałem, przez co przeszedłem i co udało mi się wyprodukować. Zostawiłem mu trochę olejku w prezencie.

Podczas kolejnej wizyty padło pytanie, od którego zacząłem tę opowieść:

„Ile masz tego olejku?”

Pamiętam to tak, jakby wydarzyło się wczoraj. Po tak długim czasie tłumaczenia swojego pomysłu i szukania dla niego szansy ktoś wreszcie konkretnie zainteresował się moim produktem.

To spotkanie wskazało mi kierunek. Zacząłem rozmawiać z weterynarzami również w innych miastach. Stopniowo nawiązywałem kontakty i zdobywałem klientów. Później przedstawiałem swoją pracę także aptekom, klinikom, sklepom i innym firmom.

Wszystko rozwijało się powoli. To specyficzny produkt. Przychodziłem, przedstawiałem się, opowiadałem, odpowiadałem na pytania. Uczyłem się sprzedawać i budować relacje z ludźmi. Za każdą kolejną szansą stała dalsza praca.

Tak Cannapopolis zaczęło znajdować swoje miejsce.

Gdzie jestem dziś i dlaczego idę dalej

Dziś współpracuję z klientami z całej Europy i śmiem twierdzić, że potrafimy konkurować na rynku produktów CBD. Chcę rozwinąć firmę na skalę światową. I uda mi się. Oferuję olejek CBD zarówno w małych opakowaniach, jak i w większych ilościach dla partnerów biznesowych. Nadal rozwijam Cannapopolis i uczę się, jak robić to lepiej.

Jestem dumny z drogi, którą przeszedłem. Wiem, skąd zaczynałem i ilu ludzi pomogło mi dotrzeć do tego miejsca. Jestem im za to ogromnie wdzięczny.

Jakość to dla mnie osobista odpowiedzialność, bo wiem, ile pracy stoi za surowcem. Chcę zachować to podejście na każdym kolejnym etapie: znać swój produkt, uczciwie o nim mówić i rzetelnie traktować ludzi, którzy mi ufają.

Tamten pierwszy błąd pozostaje częścią mojego życia. Ale po nim miałem wybór, co zrobię dalej. Zajęło to lata, wiele kosztowało i dotknęło ludzi, których kocham. Jestem wdzięczny, że zostali przy mnie, kiedy szukałem swojej drogi.

Czy było warto? Dla mnie tak.

Historia Cannapopolis trwa. A ja dalej nad nią pracuję.

Dziękuję za czas poświęcony na poznanie człowieka stojącego za tą nazwą. Jeśli moja historia cię poruszyła, podziel się nią z kimś bliskim. Wierzę, że można znaleźć w niej coś przydatnego także na własnej drodze. A jeśli chcesz mi coś powiedzieć albo zapytać o to, co przeszedłem, napisz. Chętnie odpowiem.

A jeśli kiedyś będziesz potrzebować olejku z kannabidiolem (CBD), myślę, że mogę pomóc.

Yordan Milenov

Podziel się historią

Udostępnij historię znajomym na Facebooku.

Skopiuj link i wyślij go znajomemu w wiadomości na Instagramie.

Pole Cannapopolis widziane z góry
Pole Cannapopolis. Zdjęcie z archiwum.

Porozmawiajmy

Co poruszyło cię w tej historii?

Napisz kilka słów albo zadaj mi pytanie. Chętnie przeczytam twój komentarz.

Yordan

Dodaj komentarz

Od 10 do 2000 znaków.
Ta nazwa pojawi się obok twojego komentarza.
Twój adres e-mail nie będzie widoczny publicznie. Podaj go tylko wtedy, jeśli chcesz umożliwić mi bezpośrednią odpowiedź.

Komentarze publikujemy po sprawdzeniu.
Nie musisz się rejestrować.

Komentarze

Wczytywanie komentarzy…

    Otwórz oryginalne zdjęcie ↗

    Historia Cannapopolis: moja droga jako producenta CBD | Cannapopolis